Jak Marcin uratował swój związek w 3 miesiące

Kryzys był dość mocny. To koniec, że się mam wyprowadzić, że mnie nie chce widzieć, że nie będziemy razem i po prostu miała do mnie wstręt. A ja wtedy do programu postanowiłem dołączyć, żeby to po prostu naprawić. Bardziej się otworzyłem. Powoli widziałem, że zaczynam się z nią bardziej dogadywać, bardziej się otwieram. Powiedziałem, że muszę się zmienić, bo nic po prostu nie osiągnę. Rozmawiamy normalnie, dbamy o siebie, o dzieci. Cały czas ją wspieram.

Marcin usłyszał, że jego partnerka chce się rozstać i nic od niego nie chce i zaledwie po trzech miesiącach, jednym tygodniu, sytuacja odmieniła się diametralnie. Posłuchaj tej niesamowitej historii.

Kiedy w ogóle rozpadł się twój związek? Jak to wyglądało?

To nie było tak, że się rozpadł, ale po prostu był kryzys dość mocny i wydawało się, że się rozpadnie. To było we wrześniu jakoś w połowie 2024 roku.

Jak to wyglądało? Czyli nie usłyszałeś, że to jest koniec, że się rozstajecie?

Na początku wiadomo, że było przez nerwy, emocje i tak dalej - to koniec, że się mam wyprowadzić, że mnie nie chce widzieć, czy ją to nie obchodzi, że nie będziemy razem. Ale z czasem jakoś się to uspokoiło. Mieszkaliśmy cały czas razem, wiadomo, że był kryzys. Spaliśmy osobno, ale cały czas byliśmy w jednym mieszkaniu.

Powiedz coś więcej o tym, dlaczego była taka sytuacja, co do tego doprowadziło?

Wyszedł na wierzch mój skok w bok przez pewne problemy. Żona miała do tego podejście, jakie miała i nie chciała tego zaakceptować. Na początku wiadomo, ona miała inne sprawy, więc się tym tak nie zajmowała, a ja wtedy do programu postanowiłem dołączyć, żeby to po prostu naprawić. Cały czas się starałem, żeby to jakoś wyciągnąć.

Wróćmy do momentu, kiedy właśnie dowiedziałeś się, że ona chce się rozstać. Co prawda nadal mieszkaliście razem, powiedziała, że to koniec. Jak ty na to zareagowałeś i jakie były efekty na początku, zanim dołączyłeś do programu?

Na początku to nie wiedziałem co robić. Staram się po prostu chodzić do pracy, ale też był taki szok, bo nie wiedziałem czy po prostu będziemy razem. Nic nie wiedziałem, bo tu dzieci i wszystkie zobowiązania i razem, a wyszło to przez moje problemy. Także człowiek nie wiedział nawet czy mu się chce żyć z tym wszystkim i czy to udźwignie.

Czas tak po prostu przelatywał, dni mijały, że nawet nie jestem w stanie powiedzieć co się kiedy działo. Byłem trochę zazdrosny, kontrolować chciałem, ale jakoś się to wszystko powyciągało. Z czasem było lepiej, lepiej. Jestem na razie, gdzie jestem. Myślę, że będzie dobrze.

Powiedz mi jeszcze, czyli na początku usłyszałeś, że chcę się rozstać, że to już koniec i to było ciężkie. Jak wyglądały twoje starania, zanim wszedłeś do programu? Czy miałeś jakieś sukcesy sam?

Nie. To było zdecydowanie za wcześnie. To była taka po prostu jeszcze faza szoku. Sam nie wiedziałem co robić. Żona chyba też nie i rodzina też nie. Próbowałem, żeby mi pomogła teściowa i siostra mojej żony. Zacząłem powoli całą prawdę wyjawić, że to przez moją chorobę i tak dalej, że mam problem od małego z pewną rzeczą, że to przez to. Do tego dołożyły się kryzysy w pracy, w domu osobiste, z córką i tak dalej. Człowiek tego po prostu nie udźwignął. Zrobił co zrobił, a potem tego żałuje.

Jaki był efekt tych pomocy tych osób trzecich? Coś poszło do przodu?

To poszło do przodu w tym sensie, że bardziej się otworzyłem i powiedziałem po prostu szczerze co było, bo na początku coś tam kombinowałem, że to nie tak. Ale w końcu to powiedziałem szczerze. I tak można powiedzieć, że stanęło w miejscu. Zacząłem wtedy normalną terapię z psychologiem dla siebie. To też mi pomogło. Ale stwierdziłem, że to jest za mało i znalazłem ten program, wasz.

Co masz na myśli, że stanęło w miejscu? Jak wyglądała ta sytuacja po rozstaniu? Jak wyglądało wasze życie?

O to chodzi, że ani w przód, ani w tył. Nie wiedziałem po prostu co będzie. Słyszałem tylko od rodziny, od strony żony, że ona mnie kocha, że z czasem wybaczy, że to trzeba czasu, że mnie wspierają, bo mnie znają jaki jestem naprawdę, że każdy ma problemy. Ale człowiek dalej miał tę niepewność i nie wiedział po prostu co robić, jak się zachować, co mówić.

Jak twoja żona na ciebie reagowała wtedy?

Wtedy nie chciała mnie znać. Rozmawialiśmy tylko o sprawach logistycznych i dzieci. Ale jakieś tam bliskości czy coś to nie było, strasznie po prostu mało. Tylko tematy - finanse, prowadzenie domu i dzieci i tyle.

Co masz na myśli, że nie chciała cię znać?

Po prostu miała do mnie wstręt.

Co się wydarzyło później jak dołączyłeś do programu? Jak to się zaczęło zmieniać?

Powoli widziałem, że zaczynam się z nią bardziej dogadywać, bardziej się otwieram. Przez to podejście właśnie w programie i przez moją pracę jeszcze osobno, z czasem zacząłem się uspokajać. Rodzina mi też pomagała w tym. Po prostu jakoś ten czas przeżyłem do dziś dnia dzięki temu.

Co cię najbardziej przekonało do tego, żeby w ogóle skorzystać z naszej pomocy i wejść do programu?

Bo wiedziałem, że muszę się zmienić, bo tak to nic po prostu nie osiągnę. A te terapie z normalnym psychologiem, jakoś mnie to nie przekonywało i widziałem te opinie, jak się tam ludzie zmieniają. Też poczytałem sam dużo i stwierdziłem, że czemu nie, że spróbuję, że to będzie dla mnie, dla dzieci, dla żony i dla całego otoczenia w sumie dobre.

Co się najbardziej zmieniło u ciebie po wejściu do programu?

Pierwsze co, to podejście do dzieci, do rodziny i do żony, wiadome. Staram się i zacząłem też inaczej rozmawiać. Wyeliminowałem te wszystkie przeszkody, takie małe, logiczne ode mnie. Stałem się bardziej szczery, bardziej z siebie dumny, że mogłem się otworzyć z tym wszystkim, co mi gdzieś tam leżało, ale też zmieniłem podejście do ludzi. Zauważyłem przez to, że przestałem się przejmować takimi właśnie pierdołami, a zacząłem się interesować bardziej drugim człowiekiem.

Czyli ogólnie tak poza tą relacją jesteś zadowolony z tego, jak ten program wpłynął na twoje życie?

Poza relacją dużą. Tak czuję i mi się wydaje, że mi to pomogło. Trochę pewności siebie doszło na pewno, bo zauważyłem jak to działa też na innych i też polepszył się kontakt z innymi osobami być może. A z tymi toksycznymi to zerwałem całkiem, także chyba mogę być tylko zadowolony.

Pracowałeś też trochę nad swoimi nawykami? Urażałeś trochę ten program głębokiej metamorfozy?

Ja nawyki to i tak w sumie miałem dobre, bo i tak dużo ćwiczyłem, dietę raczej trzymałem, ale takie inne miałem natrętstwa, więc się ich pozbyłem, a w sumie reszta, to tylko poprawiłem jeszcze bardziej. O stronę mentalną bardziej też zacząłem dbać, bo u mnie to leżało w sumie, nie potrafiłem się z tego otworzyć. Ale teraz jest chyba lepiej, mi się wydaje.

Usłyszałeś od swoich znajomych, jak bardzo się zmieniłeś?

Ktoś tam coś powiedział, że trochę jest inaczej, że to podejście zmienione, ale ja tak w sumie to znajomych to tylko bardziej w pracy trzymam, a tych co mam na stałe, też mówili, że przez takie rzeczy co się dzieje to człowiek też w sumie zmienia się na lepsze, jeśli chce, albo na gorsze. To tyle usłyszałem. Od rodziny coś tam usłyszałem, że w sumie nie znali mnie z tej strony, że jednak taki jestem.

Wróćmy jeszcze na chwilę do tej twojej historii. Przystąpiłeś do programu, zacząłeś pracować z psychologiem. Jak to się zaczęło zmieniać w podejściu twojej żony? Po tym jak już powiedziałeś wszystko szczerze, przyznałeś się, czy to był tak stopniowo dzień po dniu coraz lepiej, czy był jakiś przełom?

Nie, to nie było tak stopniowo. Były fazy zastoju. Starałem się stopniowo poprawiać kontakt i dookoła dużo rzeczy robić logicznych - typu remont domu, coś dla dzieci, coś dla rodziny. Patrzyłem dookoła, żeby wszystko podogrywaæ, bo żona to też widziała, a z czasem powiedziała, że to docenia, ale to jest jeszcze za mało.

To była taka faza przeskoku, jak pojechała do Polski na święta z rodziną, bo ja musiałem pracować i tam dużo pisaliśmy, byli w kontakcie razem. Ja też się wtedy przyznałem już też do wszystkiego. Stwierdziła, że jeśli tak jest, to będzie mnie wspierać, żebym się tego pozbyć, co mam. Ale też muszę być bardziej otwarty i się zmienić. Bo żeby ona to mogła...

Jak przyjechała, to rozmawialiśmy szczerze kilka godzin. Można powiedzieć, że wtedy już było dobrze. To już trwa tak drugi tydzień, że jest okej. Rozmawiamy normalnie, dbamy o siebie, o dzieci. Wiadomo, że ma powroty tej traumy, ale cały czas ją wspieram tak po prostu jak się nauczyłem i ona też to widzi i daje mi po prostu szansę.

Super. A jak myślisz, co najmocniej wpłynęło na ten przełom?

Wydaje mi się, że szczerość, że w końcu się przyznałem do tego, co mi tam leży, te z dzieciństwa jakieś nalecialości przez moje może wychowanie i to co mnie spotkało. Miałem przez to pewien problem zdrowotny i nikt o tym nie wiedziało, nawet ona. W końcu się przyznałem jej do tego, jak to było, co do tego doprowadziło.

Dlatego jeszcze jest podejrzenie, że mam lekkie zaburzenie osobowości przez zaczadzenie gazem 8 lat temu - wypadek. Ostatnio mnie właśnie bardzo boli głowa i to też miało po rozmowie z innym tam specjalistą prawdopodobnie duży wpływ na moje zachowanie. Ona starała się to zrozumieć po prostu, że to nie jest tak, że ja po prostu tego chciałem czy robiłem coś z tego, tylko po prostu sobie nie dałem z czymś rady.

Powiedz jak teraz konkretnie jest między wami, jak byś opisał tą relację?

Mogę powiedzieć, jak w małżeństwie wiadomo, że są te fazy takie, co nawraca myślami do tego, co się stało, ale ja się staram swoim podejściem być taki, że po prostu nie patrzę na siebie ani nie mówię językiem "ty", tylko mówię językiem "ja" do niej i walidować te uczucia jej. Po prostu starać się tą bliskość powoli budować z nią i przez podejście do dzieci, do innych spraw, żeby to zaufanie powoli jednak rosło.

Jak teraz oceniasz ogólnie tą relację?

Jestem gotowy po prostu, bo ona mi powiedziała, czy jestem gotowy na to, że mi będzie coś wypominać. Ja mówię, że tak, bo wiem co zrobiłem, ale że przez to co przeżyliśmy razem i to co nas łączy, ja jestem na to gotowy i będę ją zawsze z boku wspierał. Nie będę naciskał.

Powoli mi się wydaje, że będzie po prostu dobrze. Bo ona też ma sama terapię, też ją wspieram w tym i robię co mogę w domu i tak dalej. Pomagam z czym się da, żeby to po prostu utrzymać.

Super. Bardzo się cieszę. Trzymam kciuki, żeby było jak najlepiej pod tym względem. Jeszcze mam takie pytanie. Wyobraźmy sobie, że jest ktoś, kto waha się, czy wejść do programu, czy nie wejść do programu. Co byś powiedział takiej osobie?

Takiej osobie powiedziałbym, że zawsze warto spróbować, bo czasami wystarczy jedna mała zmiana, a efekt może być spotęgowany wielokrotnie i może mieć wpływ na każdą dziedzinę życia.